10 rzeczy, których o mnie nie wiesz.

19 października 2014

Czasem wydaje nam się, że czytając czyjeś wpisy, a to na FP, a to na blogu znamy go doskonale. Macie racje. Wydaje się nam. By poznać kogoś chociaż trochę trzeba z nim przynajmniej raz porozmawiać face to face. Ale to i tak wiele nie daje.

Poznawanie drugiego człowieka to zjawisko długotrwałe. Nawet po wielu latach życia z kimś, przyjaźni, miłości nagle może się okazać, że o drugim człowieku nie wiedzieliśmy nic…a to co wiedzieliśmy było tylko jakąś iluzją. Zdarza się też, że po wielu latach znajomości z kimś, ktoś przyznaje nam się do swoich dziwnych zachowań z dzieciństwa albo przytacza z niego jakieś śmieszne anegdoty, na które nigdy byśmy nie wpadli. I tak oto jesteśmy bogatsi o kolejny fakt z życia naszego przyjaciela.

Każdy z nas ma drobne przyzwyczajenia, zachowania, które chociaż dla nas są normalne…innym nie rzucają się w oczy, albo…przy innych nie występują. Większość z Was zna mnie tylko w tym wirtualnym świecie. Tutaj nie mogę pokazać stu procentowej siebie w znaczeniu takim, że nie polecę sobie po całości z przekleństwami jak czasem lubię i nie pożartuję tak jak w świecie realnym. Bo internet pozostaje internetem i ciężko w nim czasem na prawdę rozróżnić humor czy ironię od powagi. Wiele rzeczy zostaje mylnie odebranych tylko przez jedną rzecz – nie widzimy mimiki drugiego człowieka, nie widzimy jego gestów. Dlatego często na to co się czyta, trzeba brać sobie poprawkę. Piszę Wam tak oczywistą oczywistość, której sama się nie trzymam – dlaczego? Dowiecie się w jednym z punktów.

Zatem lecimy. 10 rzeczy, których o mnie nie wiesz…ale mogłeś się domyślać. Nie. Sory. Niektórych nigdy byś się nie domyślił.

1) Moje życie traci sens kiedy kończy się mój ulubiony serial/książka. Nie wiem co ze sobą zrobić i czuję jakby zabito mi moją najbliższą rodzinę. W głowie już obliczam ile czasu będzie musiało minąć do zapomnienia wielu istotnych faktów, by zacząć czytać/oglądać od nowa. Pierwsze ranki bez moich bohaterów są moją osobistą tragedią. Przeżywam niesamowitego doła i depresję. Najgorsze jest jednak ostatnie zdanie w książce, bądź napisy końcowe ostatniego odcinka. Po ich końcu…patrzę się w jeden punkt i …nie wiem co dalej.

2) W dzieciństwie wybierałam paprykę z mlecza. Jakiego mlecza? No wiecie no tego co tam papryka jest i jakieś mięso. Nadal nie wiecie? No leczo. Na które mówiłam mleczo. I to nie było na etapie nauki mówienia. Byłam przekonana, że leczo to mleczo jakoś do…10 roku życia? Jakież było moje zaskoczenie, kiedy mama w końcu mi powiedziała, że ja chyba coś źle mówię…wyobrażacie sobie mówić powiedzmy przez kilka lat kurnik i dowiedzieć się, że kurnik to…turnik, ale całe życie byliście w błędzie? No właśnie…

3) Kiedy leżę na prawym boku i oglądam TV to widzę…podwójnie. Tak. Podwójnie. Swoją drogą to śmieszne, bo również długo żyłam w przekonaniu, że …tak powinno być. Jakoś w wieku 10 lat – wiek odkryć serio – leżałam z mamą i oglądałyśmy jakiś film. Nagle zdenerwowana powiedziałam „No dłużej tak nie wytrzymam, muszę położyć się inaczej, bo dziwnie już się ogląda ten podwójny obraz. O.o – mina mamy. O.o- mina mamy po 10 minutach. O.o – mina mamy po 15 minutach. Jak to podwójny obraz? – spytała. No to Ty tak nie masz?! No i się zaczęło. Badania, wyjazdy po szpitalach. Porażenie mięśnia jakiegoś tam. Po prostu wypadł mi jeden z mięśni sterujący ruchem gałek ocznych. Mieli mi to zoperować, ale zrezygnowali bojąc się, że zacznę widzieć podwójnie na wprost. To by była dopiero jazda.

4) Po 3,5 roku związku z F. nadal gdy do niego dzwonię … a on na pytanie odpowie mi pozbawionym życia „no…” pytam gorączkowo ” Coś się stało? Dlaczego masz taki głos? Wszystko w porządku?” Po tym pytaniu zazwyczaj już nie jest. No nie mogę się oduczyć. No on zawsze przez telefon brzmi jakby coś mu było…

5) Płaczę na „Dom nie do poznania” – teraz nie mam już jak go oglądać, nie wiem nawet czy jeszcze to leci, ale za każdym razem, no za każdym kiedy odjeżdża autobus płaczę. Ale nie tak sobie pod nosem. Po prostu wyję na głos, zaczynam się zanosić, potrzebne są chusteczki, tabliczka czekolady, nie mogę się pozbierać. Płaczę razem z tymi ludźmi, płaczę za każdym razem jak odkrywają nowy pokój, jak płaczą , jak się śmieją. No po prostu w momencie, gdy autobus odjeżdża moje życie wywraca się do góry nogami. Nie zliczę tych rodzin, z którymi razem płakałam. Za cholerę.

6) Razem z moją najlepszą przyjaciółką francuzujemy. Tak. Francuzujemy. Nie mówimy normalnie , tylko w każdym wyrazie z R – normalne r zamieniane jest na takie fhrancuskie. Wiem o tym tylko my. Tzn. już nie. Tehraz już Wy. Czasem nawet nie potrafimy inaczej… to silniejsze od nas . Czyżby ciągnęło nas to the Parrrris?

7) Do tej pory nie pozwalam nikomu dla „beki” robić krzywdy maskotkom. Tak mocno wierzyłam w dzieciństwie w to, że żyją i czują, że chyba mi tak zostało. To już podchodzi pod chorobę psychiczną i F. wiedząc o tym i dusząc na złość mojego misia, któremu mówię później „Mam nadzieję, że Cię nie bolało”, patrzy na mnie podejrzliwie jakby miał zaraz zamiar dzwonić po kogoś z ośrodka psychiatrycznego. Strzeliłam sobie właśnie w kolano, prawda? W internecie nic nie ginie? No trudno. Najwyżej w fakcie pojawi się niedługo nagłówek „Wierzy, że jej misie żyją…”…

8) W dzieciństwie marzyłam o tym, by schabowe rosły na drzewach. Marzenie to spisywałam na kartkach, ogłaszałam w pacierzu, mówiłam o nim całej rodzinie… w końcu odpuściłam. Dziś wolałabym gdyby na drzewach rosło lasagne. Nie wiem, na prawdę nie wiem w jakiej formie. Może być na tackach jak w lidlu. Tam są najlepsze.

9) Myślałam , że Enrique Iglesias to dwie osoby. Zapewne też dowiedziałam się, że to nie prawda w wieku 10 lat. Jaki to musiał być rozczarowujący rok…oglądałam z siostrą relację z koncertu. Wychodzi Enrique. Wszystko spoko, ale gdzie jest Glesias? Szukam. I szukam. Wszyscy na antenie już podekscytowani, on rozdaje autografy. Ja wciąż czekam. W końcu pytam siostrę . No i gdzie on jest? No tutaj. No dobra Enrique jest, ale gdzie ten Glesias? To uczucie kiedy dowiadujesz się, że gwiazda jest jedna i nazywa się Enrique Iglesias , a nie ma ich dwóch. Enrique i Glesias…

10) Nie pamiętam chyba ok pierwszych 6 lat swojego życia. No nic nie pamiętam. Może z 3 małe epizody. No po prostu…no nie wiem. Czarna dziura. Faktu nie kuma rodzina, przyjaciele, nikt. A ja po prostu wiem, że kiedyś po przedszkolu porwali mnie kosmici i chcąc zrobić na mnie badania i mieć pewność , że nikt się o tym nie dowie usunęli mi ten dzień z pamięci. Coś poszło nie tak i …usunęli wszystko. Zapewne z częścią mózgu, to by wyjaśniało wiele zachowań.

 

Kurtyna.